top of page

Parsza Shoftim (שופטים) – władza, która służy

Aug 14
5 min read

Czytania:

🔹 Tora: Pwt 16,18–21,9🔹 Haftara: Iz 51,12–52,12🔹 Brit Chadasza: Mt 5,38–42; 1 Tm 3,1–7

„Gdy wejdziesz do ziemi, którą PAN, twój Bóg, daje ci w posiadanie, weźmiesz ją w posiadanie i zamieszkasz w niej, a potem powiesz: «Ustanowię nad sobą króla, jak wszystkie narody, które są wokół mnie», to ustanowisz nad sobą króla, którego wybierze PAN, twój Bóg.”Pwt 17,14–15 (EIB)

Kiedy patrzymy na Słowo Boże, łatwo możemy widzieć je jako zbiór odrębnych historii, wydarzeń, proroctw, przykazań i opowieści o konkretnych ludziach. Każdy fragment ma swój własny kontekst i przesłanie. Jednak kiedy spojrzymy na Biblię szerzej – jako na jedną historię, która ma swój początek, rozwinięcie i cel – możemy dostrzec jeszcze jedną, bardzo wyraźną perspektywę.

W pewnym sensie Biblia jest księgą o rządzeniu.


O tym, kto ma władzę, komu została ona powierzona i w jaki sposób powinna być sprawowana. Jest opowieścią o Bożym panowaniu nad światem, ale również o tym, jak człowiek otrzymuje odpowiedzialność za rzeczy, które Bóg powierzył jego pieczy.

Dotyczy to zarówno całych narodów, jak i pojedynczego człowieka.

Biblia mówi o rządzeniu państwem i o odpowiedzialności królów, o przywództwie we wspólnocie, o rodzinie, ale także o najbardziej podstawowym obszarze władzy – panowaniu nad samym sobą.


Parsza Shoftim mówi o ustanowieniu króla w Izraelu. To jednak rodzi pewien problem. Czy posiadanie króla było według Boga czymś dobrym, czy złym? Odpowiedź Biblii nie jest jednoznaczna. Można powiedzieć: i tak, i nie.


Jeszcze wyraźniej widać to w znanej historii z czasów Samuela. Izraelici poprosili wtedy o króla (1 Sm 8). Samuel był tym bardzo poruszony. Wydawało mu się, że lud odrzuca jego przywództwo. Bóg wyjaśnił mu jednak, że problem jest znacznie głębszy:

„Nie ciebie odrzucili, lecz Mnie odrzucili, abym nie był ich królem.”(1 Sm 8,7)

A jednak Bóg nie nakazał Samuelowi sprzeciwić się ich żądaniu. Przeciwnie – polecił mu wysłuchać ludu, ale najpierw ostrzec go przed tym, co może przynieść monarchia. Samuel miał powiedzieć Izraelitom, jaką cenę mogą zapłacić za posiadanie króla: król będzie miał władzę nad ich synami, córkami, ziemią, plonami i majątkiem. Dopiero po tym ostrzeżeniu Bóg pozwolił im wybrać króla.


Pozostaje więc pewne napięcie.

Król może być częścią Bożego porządku, ale może również stać się źródłem ucisku. 

Sama władza nie jest jeszcze ani dobra, ani zła.

Kluczowe pytanie brzmi: kto sprawuje władzę i komu jest podporządkowany?


Historia Izraela pokazuje, jak ambiwalentna może być władza. O wielu królach, a właściwie o większości z nich, Tanach mówi wprost: „czynił to, co złe w oczach PANA”. Ale byli też królowie, których panowanie przyniosło narodowi dobro. Dawid zjednoczył Izrael, Salomon zbudował Świątynię, a później Ezechiasz i Jozjasz przeprowadzili ważne reformy religijne i doprowadzili do odnowienia życia duchowego narodu.


Interesujące jest to, że taka sama dwuznaczność pojawia się nawet w życiu jednostek. Dawid był znakomitym wojownikiem, wybitnym liderem politycznym i poetą religijnym. Jego psalmy wciąż odgrywają ważną rolę w życiu milionów ludzi. Jednocześnie był osobą, która popełniła poważny grzech z żoną Uriasza.

Z Salomonem sytuacja jest jeszcze bardziej złożona. To człowiek, którego imię stało się niemal synonimem mądrości. Tradycja wiąże z nim Księgę Przysłów, Pieśń nad Pieśniami i Księgę Koheleta. A jednocześnie był królem, który przekroczył wszystkie trzy ograniczenia, jakie Tora nakładała na monarchę. Król nie powinien gromadzić zbyt wielu koni, zbyt wielu żon ani zbyt wielkiego bogactwa (Pwt 17,16–17). Salomon zrobił dokładnie to, przed czym Tora ostrzegała.

Z drugiej strony, kiedy czytamy zakończenie Księgi Sędziów, otrzymujemy zupełnie inny obraz:

„W owych dniach nie było króla w Izraelu. Każdy robił to, co uważał za słuszne.”(Sdz 21,25)

To zdanie podsumowuje chaos, jaki pojawił się w Izraelu w okresie sędziów. Nie było centralnego przywództwa, a każdy sam decydował, co jest dobre i właściwe.

Można więc powiedzieć, że Biblia pokazuje nam paradoks: zła władza może prowadzić do ucisku, ale brak władzy może prowadzić do chaosu.


Problemem nie jest więc samo istnienie władzy.

Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek, który otrzymał władzę, przestaje pamiętać, że sam podlega komuś większemu od siebie.


I właśnie dlatego przepisy dotyczące króla w Torze są tak niezwykłe. Król nie miał być człowiekiem stojącym ponad prawem. Przeciwnie – sam miał być poddany Bożemu Słowu. Miał mieć własnoręcznie sporządzoną kopię Tory, czytać ją przez całe życie i dzięki temu nauczyć się bojaźni Bożej. Cel był bardzo konkretny: „aby jego serce nie wynosiło się nad jego braci” (Pwt 17,20).

Król miał więc pamiętać, że jest jednym z braci. Mógł posiadać władzę, ale nie był jej właścicielem.

I właśnie tutaj pojawia się niezwykle ważne pytanie: jak wygląda władza sprawowana zgodnie z Bożym zamysłem?


Odpowiedzią nie jest kolejny idealny król z historii Izraela. Jest nią Jeszua, Mesjasz.

W Nim widzimy zupełnie inny obraz królowania. Nie chodzi o zdobywanie pozycji, podporządkowanie sobie innych czy korzystanie z przywilejów władzy. Jeszua pokazuje, że prawdziwy przywódca nie żyje dla siebie, ale dla tych, którym został powierzony.

W Ewangelii Jana, podczas ostatniej wieczerzy, Jeszua wykonuje czyn, który mówi o tym więcej niż wiele słów. Myje swoim uczniom nogi, a następnie mówi:

„Dałem wam przykład, abyście i wy czynili tak, jak Ja wam uczyniłem.”(J 13,15)

Ten, którego uczniowie nazywają Panem i Nauczycielem, przyjmuje pozycję sługi.

Nie oznacza to, że Jeszua rezygnuje z autorytetu. Przeciwnie – właśnie jako Pan pokazuje, czym powinien być prawdziwy autorytet. Władza w Bożym porządku nie jest przede wszystkim prawem do tego, aby inni służyli mnie. Jest odpowiedzialnością za to, aby służyć innym.

Jan rozwija tę myśl w swoim pierwszym liście:

„Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas swoje życie; my również powinniśmy oddawać życie za braci.”(1 J 3,16)

A następnie sprowadza tę zasadę na poziom codziennego życia:

„Nie miłujmy słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą.”(1 J 3,18)

To niezwykle mocno łączy się z pytaniem o władzę, od którego rozpoczyna się parsza Shoftim. Możemy mieć władzę nad narodem, rodziną, wspólnotą czy nawet niewielką grupą ludzi. Możemy też mieć wpływ na życie jednej osoby. Za każdym razem pojawia się jednak to samo pytanie: co robimy z tym, co zostało nam powierzone?


Jan mówi: „Bóg jest miłością” (1 J 4,8). A jeśli naprawdę chcemy Go naśladować, miłość nie może pozostać jedynie deklaracją. Musi stać się sposobem życia.

W ten sposób obraz króla z parszy Shoftim prowadzi nas do Mesjasza. Tora nakazuje królowi, aby nie wywyższał się ponad swoich braci. Jeszua pokazuje tę zasadę w praktyce: największy staje się sługą.


Być może właśnie dlatego historia ludzkiego panowania jest tak pełna ambiwalencji. Człowiek bardzo łatwo zamienia powierzoną mu władzę w narzędzie własnej korzyści. Mesjasz pokazuje inną drogę – władzę, która służy, przywództwo, które pochyla się nad drugim człowiekiem, i autorytet, który nie potrzebuje poniżać innych, aby samemu być wielkim.

I być może właśnie od tego powinniśmy zacząć również wtedy, gdy myślimy o własnym życiu. Nie od pytania: „Jak wiele władzy mam?”, ale: „Co robię z wpływem, który Bóg mi powierzył?”

Comments


bottom of page